niedziela, 11 marca 2012

Rozdział czwarty


Poniedziałkowy poranek. Już dwa dni minęły od feralnego wieczoru w którym dowiedziałam się że wyjeżdżamy.  Z siedmiu dni do wyjazdu zrobiło się tylko pięć. Jednym słowem masakra. Od piątkowego wieczoru prawie wcale nie rozmawiałam z mamą cały czas jestem na nią wkurzona. Od soboty biega tylko po domu i się pakuje. Ja  zostawiłam to wszystko na ostatnią chwile, ponieważ postanowiłam jak najwięcej spędzić czasu z moimi przyjaciółmi. Dzisiaj wybieramy się wspólnie na spacer. Wczoraj spędziliśmy cały dzień na plaży, było fajnie. Odwalaliśmy jak zazwyczaj, jednak po każdym z nas było widać że nie jesteśmy tacy jak zawsze.
W łazience próbowałam uwijać się jak najszybciej, byleby tylko jak najwięcej czasu zachować dla przyjaciół. Po powrocie do sypialni szybko zabrałam się za wybieranie ciuchów. Z tego co zauważyłam przez okno pogoda się popsuła. Pochmurnie, wietrznie i na dodatek w nocy chyba padało. Pięknie. Czyżby ktoś na górze przeżywał wraz ze mną? Wszystko możliwe. Wybrałam więc szare poprzecierane rurki z obniżonym krokiem, niebieski top oraz przyduży szary sweterek.  Wskoczyłam szybko w wybrane ciuchy. Na głowę nałożyłam mojego full capa z ciasteczkowym potworem.  Złapałam za torbę i wyleciałam z pokoju jak strzała. Zatrzymałam się w przedpokoju. Wsunęłam szybko nogi z moje najeczki również ciasteczkowym potworem i z hukiem trzaskających drzwi wyleciałam z domu. Moja mama już chyba do tego przywykła. Pod ‘naszym’ drzewem czekała już na mnie Karina.  Przywitałyśmy się buziakiem i ruszyłyśmy w stronę parku, gdzie mieli czekać na nas chłopcy. Daleko nie miałyśmy, musiałyśmy przejść tylko przez nasze osiedle i pokonać jedno skrzyżowanie.
-Dziewczyny! Tutaj!- usłyszałyśmy znajomy głos gdy byłyśmy już w parku. Chłopcy siedzieli na ławce, a właściwie na jej oparciu. Poszłyśmy więc w ich stronę. Przywitałyśmy się z chłopakami. Ja z obojgiem tak samo, Karina natomiast Olafa przywitała czułym pocałunkiem.
-Boże! Nawet tutaj! –odezwał się Gabryś i oboje zaczęliśmy się śmiać. Ruszyliśmy w stronę naszej ulubionej lodziarni. Cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Gdy doszliśmy do małego przytulnego budynku, doszliśmy do wniosku że wszyscy nie będziemy wchodzić. Weszli wiec tylko Karina i Olaf, a ja i Gabryś usiedliśmy w ogródku przed lokalem.
-Jejku. Będzie mi was brakowało. –odezwałam się.
-Nawet nie wyobrażasz sobie jak mi… nam wszystkim będzie Ciebie brakowało.
-Ja nie chce wyjeżdżać. –pożaliłam się przyjacielowi .
-Tośka słuchaj muszę ci coś powiedzieć.
-Wal śmiało. –powiedziałam posyłając mu uśmiech.
-Chodzi o to że ja… -zaczął, ale nie dokończył bo nagle wparowała Karina z Olafem z lodami dla mnie i Gabrysia.
-Dzięki. –powiedziałam biorąc lody od dziewczyny. –Więc co chciałeś powiedzieć? –zwróciłam się do Gabrysia.
-Nie, nic ważnego.
-Spoko .
-Idziemy dalej czy zostajemy tutaj?- zapytał Olaf.
-Idziemy. –powiedzieliśmy wszyscy chórem po czym wstałam i zasunęłam za sobą krzesło a zaraz po mnie zrobił to samo mój przyjaciel.
Łaziliśmy tak po mieście aż do 17. Potem rozdzieliliśmy się i każdy z nas wrócił do domu.
-Ej. Mam pomysł na jutro. –odezwała się Karina gdy byłyśmy już prawie pod domem.
-Jaki?
-Nie ważne. Tylko ubierz się ładnie.- powiedziała dziewczyna z szelmowskim uśmiechem na twarzy.
-Ej co Ty kombinujesz? Masz mi powiedzieć! –zarządałam przeszywając ja wzrokiem.
-No zaiste. Mówiłam już nie ważne. Pa. Do jutra.- powiedziała ściskając mnie za szyję i udała się do siebie.
***
Wślizgnęłam się do domu niemal bezszelestnie. Ściągnęłam buty i ruszyłam w stronę mojej sypialni. Cicho nacisnęłam na klamkę i pchnęłam drzwi. Jakież było moje zdziwienie gdy zobaczyłam siedzącą przy moim biurku mamę.  Postanowiłam zachować się chamsko i po prostu ja zignorowałam.
-Przyniosłam Ci kartony. –przerwała cisze rodzicielka.
-Aha. Fajnie. –rzuciłam.
-Kochanie. Chyba nie będziesz gniewać się na mnie całe życie. –nie odezwałam się. Usiadłam na łóżku plecami do matki i udałam że jej nie słyszę. – Dobrze już idę. Jeśli Ci przejdzie to przyjdź do mnie, chcę Ci coś pokazać. –powiedziała to i wyszła.  Zachowałam się chamsko i byłam tego świadoma, ale ona też nie zachowała się w stosunku mnie fair mówiąc mi o tym w ostatniej chwili. Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Karina kazała jutro się ładnie ubrać. Ładnie to znaczy? Postanowiłam do niej zadzwonić.
-Cześć Tosia. –usłyszałam w słuchawce głos dziewczyny.
-Hej. Mówiąc „ubierz się ładnie”, co miałaś na myśli? –Karina zaczęła się śmiać.
-Na pewno nie dresy, dżinsy czy cos w tym stylu.
-Sukienka?
-Tak! Trafiłaś w dziesiątkę.
-Dobra, to coś wymyślę. A mogę wiedzieć o której zaczyna się ten twój „pomysł”?
-Tak. O 16 masz być u mnie z torbą z rzeczami, mamie mówisz że jest nocka okej?
-Okej. To pa.
-Pa. –Rozłączyłam się i rzuciłam telefon na łóżko. Postanowiłam że sprawę ciuchów zostawię na jutro. Teraz musiałam pomyśleć co z mamą. Nie przejdzie mi tak łatwo, jednak ciekawiło mnie co chciała mi pokazać. Wyszłam wiec z pokoju i ruszyłam do salonu gdzie siedziała mama z laptopem na kolanach. 


No wiec jest i czwarty rozdział. ; ) 
Właściwie dzisiaj dopiero drugi dzień a już 200 wyświetleń dzięki ; * .
I dzięki za komentarze, oceny (nawet tą jedną ndst xd) i obserwowanie. ;>
E. ;p

2 komentarze:

  1. ŚWIETNY ROZDZIAŁ . UUU ... ROBI SIĘ CIEKAWIE . CZEKAM NA NEXT'A

    OdpowiedzUsuń
  2. No, no fajnie piszesz :)
    Ten przyjaciel Tosi chyba się w niej zakochał ;D

    OdpowiedzUsuń